WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE NA TEJ STRONIE(OPROCZ PODPISANYCH INNYM ZRODLEM) SĄ WŁASNOŚCIĄ AUTORA. KOPIOWANIE, PRZETWARZANIE, UŻYTEK BEZ ZGODY AUTORA, ZABRONIONY.





bloglovin



środa, 18 sierpnia 2010

Jestem skrępowana bezinteresowną dobrocią. Gdy dostaję maile przepełnione słowami pełnymi podziękowań, dobroci, uśmiechu i prostej szczerości, po ich przeczytaniu siedzę ze wzrokiem tępo wlepionym w monitor i mruczę pod nosem "i co ja mam teraz odpisać?". Jakich słów użyć, żeby nie zabrzmiało to głupio, żeby było na miarę tamtych słow od bliskich obcych osób? Często piszę proste "dziękuję" licząc, że autor uskrzydlającego maila zrozumie moje wzruszenie. Czasami nawet odpisuję dopiero po dłuższym czasie, bo zatracona w dumaniu, czym sobie zasłużyłam na takie wyróżnienie, zapominam o tym, że przecież nadawaca wirtualnego listu nie widział mojej twarzy, gdy czytałam maila, nie wie co czułam, bo nie ujęłam tego w słowa.

Mimo że maili tego rodzaju dostałam już naprawdę sporo, każdy kolejny jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem i badam każde słowo, jakby przybyło z innego świata. Słowo pisane ma ogromną moc, ale gdy ostatnio usłyszałam kilka rozbrajających zdań w cztery oczy, gdy poczułam moc uścisku wolnego od formalności, gdy uśmiech i wdzięczne oczy przeszyły moją duszę w każdy możliwy sposób, zdołałam tylko zatrząść brodą i z łzami w oczach odwzajemnić uścisk.  

Obcy ludzie potrafią być dla siebie bliscy w sposób niemożliwy do opisania. W ostatnią noc w pewnej wsi pod Warszawą poczułam tę moc po raz kolejny i za to serdecznie dziękuję czterem siostrzanym wróżkom: Oli, Ali, Adzie i Ani. Każdej innej, każdej wyjątkowej.

środa, 11 sierpnia 2010

Szukając sobie zajęcia w nieprzyjemnie gorącym autobusie, zaczęłam przeglądać zawartość komórki. Odnalazłam uchwyconą myśl z innej podróży:

Jeśli jesteś w stanie sobie coś wyobrazić, to tylko kwestia czasu, aż ktoś wymyśli jak to zrobić.

Nie wiem, o czym wtedy myślałam, gdy słowa poskładały się w powyższe zdanie, ale moja głowa była zapewne pochłonięta planami i marzeniami. Ostatnio marzę mniej. Nie stało się nic złego, chyba wręcz przeciwnie. Dużo spokoju i żmudnej realizacji postanowień składa się na uczucie satysfakcji. Zaczynają cieszyć rzeczy coraz mniejsze, coraz mniej rzeczy radość odbiera. Jest czas. Mam czas na spokojne ugotowanie obiadu, mam czas na to, by rowerem przedzierać się przez zarośnięte polne ścieżki, bawić się farbami i mieć zwariowane sny. Rety, jak ja uwielbiam śnić.

foto: Sis

buty/heels: CCC | sukienka/dress: H&M | pierścionek/ring: Orsay

niedziela, 08 sierpnia 2010

W mojej rodzinie po wieloletniej przerwie pokoleniowej, dopiero zaczyna się czas ślubów. Mimo że ostatnio bywałam na różnych weselach od gór po morze, nie miałam okazji być na nich jako gość. Za najpiękniejszą i najlepiej ubraną kobietą tego dnia uważam moją mamę, a za najbardziej poruszający moment, taniec moich rodziców. Jak tato sprawnie wyliczył, po raz pierwszy od 19lat jest na weselu tylko jako gość. Kto śledzi tego bloga nieco dłużej, ten wie, że mój tato jest najlepszym na świecie prezenterem muzycznym i podobnie jak ja, na weselach zazwyczaj jest w pracy. Królowali na parkiecie. Przypomniały mi się stare fotografie z czasów jak rodzice tańczyli towarzyski i z wyjątkowym wzruszeniem widziałam jak uśmiechają się i bawią muzyką. Tego wieczoru i oni jakby oderwali się od codzienności, a mnie porwali ze sobą.

Terminator 5 - The wedding madafaker. Hasta la vista, baby.

Moje ulubione zdjęcie ukazujące walkę o welon.

Najmłodsza aifowa :-)

Cudoooownych rooodziiiców maaaam! :-)

środa, 04 sierpnia 2010

Zdjęcia mają to do siebie, że utrwalają moment. Trudno wyłapać ten najcenniejszy, a z drugiej strony można zamaskować tysiące innych. Tak jak na poniższych nie widać zmęczenia, a uwierzcie mi, że zmęczona jestem. Przez ostatnie dni chodziłam z opuchniętą od łez twarzą, a w sumie to w ogóle ledwo chodziłam. Ból opanowywał ciało i przesuwał granice mojej wytrzymałości. Stopniowo opanowywał również psychikę, na szczęście w końcu odpowiednie leki i lekarz powstrzymali tę falę. Tak jak nie mam zwyczaju się użalać, tak tym razem piszę. Ku przestrodze. Nie igrajcie ze zdrowiem, jeśli czujecie, że coś jest nie tak. Przeciąganie wizyty u lekarza, a już tym bardziej posiadanie okrojonego prywatnego ubezpieczenia, nie jest najlepszym pomysłem. Czasem warto uczyć się na cudzych błędach. Dziś lekcję sponsoruje aife.

Czy Wy też, jak umieracie z bólu, żałujecie, że nie docenialiście każdej jednej chwili, gdy Was nie bolało?

foto: Villk

tenisówki/shoes: Tesco | spódnica/skirt: Asos /SH | bluzka/blouse: SH | beret, pasek/hat, belt: SH | pierścionek/ring: Orsay

wtorek, 27 lipca 2010

Zadomowienie już prawie ukończone. Dziś poznałyśmy urocze babcie z sąsiedniego osiedla, które podeszły do nas wielce zadowolone, ponieważ "bardzo rzadko można spotkać tu tak ładnie ubrane panny". Przy okazji dostałyśmy zaproszenie, żeby porobić zdjęcia w ogrodzie u jednej z pań i całkiem możliwe, że któregoś dnia z niego skorzystamy. Odwiedziłyśmy za to inny ogród, ogród moich rodziców, który w ciągu popołudnia zamienił się w plan zdjęciowy i wcale nie fotografowałyśmy ludzi. Przy okazji odkurzyłam moją komunijną damkę i zamierzam od jutra przemierzać świat rowerem, a jak!

foto: Villk

sukienka/dress: L<3U /SH | buty/shoes: CCC | kapelusz/hat: SH | pierścionek/ring: Wallis

piątek, 23 lipca 2010

Słońce oddaliło się za chmury i pozwala spokojniej egzystować. Spacerowałam dziś z Sis po naszych nowych okolicach i choć mi są one dobrze znane, czułam jakbym poznawała je od nowa. Tak krótko i szczerze, jest cudownie. Od kilku dni chodzę z łapami umorusanymi farbą, psiocząc jedynie na fakt, że klej i lakier ciężko z nich schodzi. Pierwsze twory już prawie gotowe stoją na półkach i kolorują mój pokój. Mamy też balkon, którego przestrzeń zagospodarowałyśmy w parę godzin, nie zapominając o mini ogródku. Doniczka i ziemia już czekają, by powstała własna mini hodowla szczypiorku czy innej przydatnej zieleniny. Tak jak zawsze chciałam. Życzę Wam niezwykle przyjemnego weekendu, ja zamierzam odpoczywać i robić... dokładnie to co robiłam przez ostatni tydzień. Cudownie mija czas.

foto: Sis

buty/shoes: Bronx | shorts: SH | sukienka jako bluzka/dress as top: New Look | pierścionek/ring: Orsay

 

środa, 21 lipca 2010

Mój pierwszy w życiu prawdziwy festiwal porwał mnie do innego świata. Może i nawet dosłownie. Nie miałam okazji być na Openerze czy Offie, ale z całą pewnością mogę polecić Wam Melt! Festival, który odbywa się w Ferropolis w Niemczech. Prawdę mówiąc z moich okolic mam tam bliżej niż nad nasze polskie morze, ale odległość akurat nie była tu głównym powodem, dlaczego właśnie Melt. Co było dla mnie niesamowite, poza zjawiskowym miejscem, tysiącami pięknych (i fajnie ubranych) ludzi i oczywiście całej masy nowych doznań muzycznych, to to, że podczas trzech dni campingu i festiwalu nie byłam świadkiem ani jednego (!) przejawu agresji czy choćby niemiłego zachowania ludzi wobec siebie. Oczywiście po powrocie do Polski musiałam trafić na wyjątkowo nieprzyjemne sprzedawczyni na stacji benzynowej, które tylko zaakcentowały tamtejszą wspaniałą atmosferę. Nie obylo się bez przygód, typu mini pożar na campingu, ale nikomu się nic nie stało, a sami Niemcy ookazali się wyjątkowo sympatyczni i  pomocni. Swoją drogą przez 3 dni nie spotkałam ani jednego nieznanego mi Polaka, co również było dość specyficzne.

Muzycznie wróciłam spełniona. Największym, niesamowitym odkryciem byl perkusista Jónsiego - þorvaldur þorvaldsson, który po prostu zmiótł mnie z powierzchni ziemi melodią, którą wydobywał z garów. Co do zespołów to zdecydowanie najmilej wspominam Kings of Convience, bo chyba nikomu tak jak im nie udało się porwać ludzi przy użyciu dwóch akustyków. Darwin Deez za to, że zaraził świetnym humorem, dystansem do siebie, ale i przyjemnym brzmieniem. Poza tym cieszę się bardzo, że mogłam usłyszeć i zobaczyć z bliska Black Mountain, Broken Bells. Nie obyło się jednak bez rozczarowań i nim było The XX, którzy po prostu nie dali rady. Moc wrażeń, a niby tylko trzy dni. Wróciłam jednak bez żalu, bo od wczoraj jestem w twórczym amoku, którego efekty poznacie zapewnie niedługo :-)

Okoliczna oranżeria

Trip Fontaine

Darwin Deez

Jezioro pomiędzy campingami i scenami, na których odbywały sie koncerty

Black Mountain (poniższe również)

 

 

czwartek, 08 lipca 2010

Zanim spakowałam plecak, zanim wsiadłam w pks, zanim zaczęłam piąć się w górę i przekraczać granicę, wiedziałam co mam zrobić, a raczej czego nie. Czeka mnie kolejna przeprowadzka, decyzja zapadła i wydaje się być teraz tak naturalna, że sama sobie się dziwię, jak wiele miejsc, ludzi i historii musiało stanąć na mojej drodze, żebym zrozumiała, że droga zatoczyła koło i zmierzam do startu. Czuję się niebiańsko lekka, uciekam nie tylko od codzienności, uciekam też od miejskiego pędu, przyspieszam marzenia odkładane na późną przyszłość.

Ostatnio bywam w takich miejscach...

Podczas tej drugiej wędrówki, razem z Villkiem doszłyśmy do smakowitych wniosków i już niedługo BF stanie na początku nowej ścieżki. Rozwniemy naszą działalnośc w dość nietypowy sposób, najlepsze że same myślenie o niej daje nam ogromną dawkę energii, która pozwala zdobywać szczyty. Ściskam słonia z podniesioną trąbą, ale i wypatruję czarnych kotów, by pomnożyć szczęście razy sto, by zatrzymać ten ogień, który przychodzi z nowymi wyzwaniami.

Na pewno się uda.

czwartek, 01 lipca 2010

Może nie urodziłam się na pustyni, ale przez kilka suchych lądów mojej egzystencji przeszłam gołą stopą. Oazy, za którymi rzucałam się biegiem pozostawiając wszystko za sobą, okazywały się fatamorganą, a nawet jeśli były prawdziwe, robiłam z nich iluzję. Niczym włóczykij chodzę z małym tobołkiem, pełnym wielkich uczuć, popadając w skrajności. Na szczęście nie ma w nim już naiwności, może tylko niewyczerpaną nadzieję w zjawiska pozornie nierealne.

And I've traveled over
Dry earth and floods
Hell and high water
To bring you my love

foto: Sis

spódnica/skirt: SH | spódnica jako bluzka/skirt as top: New Yorker | buty/heels: Deichman

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Skubię pióra w poszukiwaniu najpiękniejszego
by schować ci je w kieszeni
byś uśmiechnął się na myśl o swojej zdobyczy
po trzech nocach znalazłam wyjątkowe
tuż przy piersi jeszcze wilgotne od twoich pocałunków

Przyłóż dłoń
Widzisz?
Tak rodzą się skrzydła

 

Bezczelne łamię przykazanie, nie pożądaj sukienki bliźnianki swojej. Gdy Ryfka wrzuciła linka do powyższej, no cóź, wsadźcie mnie do więzienia dla małpek-kopiarek.

foto: Sis :*

sukienka/dress: Oysho | pasek/belt: SH | bransoletka/bracelet: H&M | torba/bag: Stradivarius

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26