WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE NA TEJ STRONIE(OPROCZ PODPISANYCH INNYM ZRODLEM) SĄ WŁASNOŚCIĄ AUTORA. KOPIOWANIE, PRZETWARZANIE, UŻYTEK BEZ ZGODY AUTORA, ZABRONIONY.





bloglovin



środa, 25 sierpnia 2010

Przez lata trzymałam to w tajemnicy, później opowiadałam jako zabawną anegdotę, dziś przekazuję publicznie jako przepis na szczęście.

Wszystko zaczęło się jakieś 14lat temu. Młoda i całkowicie naiwna aife, wracała po lekcjach do domu w towarzystwie nieco starszej koleżanki. Nie napiszę poetycko, że korony drzew lśniły od słońca, ani że niebo było zabójczo błękitne. Szczerze mówiąc jedyne co sobie przypominam to to, że były to czasy, gdy buty kupowało się dopiero po zużyciu poprzednich, a tornistry były wypełnione książkami i niezjedzonymi kanapkami. Koleżanka prawdopodobnie chcąc zrobić sobie ze mnie żarty, zdradziła mi sekret: Za każdym razem, gdy zobaczysz znaczek Poczty Polskiej (te trąbki) na przejeżdżającym samochodzie, musisz złapać się za ręce i wtedy będziesz miała szczęście przez jedną godzinę. Wyjątkowo przejęta faktem, że koleżanka zdradziła mi tajny przepis na szczęście, dopytywałam o szczegóły typu: jak długo mam trzymać się za ręce, czy trzymanie liczy się jak samochód jest już za rogiem, itp. Odpowiedzi były dość zdawkowe, więc uzupełniłam tamte informacje o swoje wersje. Przepis był o tyle trafny, że na trasie mieszkanie-szkoła znajdował się główny oddział PP, więc gdy zobaczyłam np. dwa samochody, odliczałam, czy dwie godziny szczęścia wystarczą mi do klasówki. Gdy mi jednak nie poszło na niej za dobrze, zawsze tłumaczyłam sobie, że gdyby nie trąbki mogło być znacznie gorzej.

Minęła ponad połowa mojego życia, a ja nadal uparcie łapię się za ręce widząc przejeżdżające trąbki. Myślę, że jestem wręcz najczęściej dostrzegającym trąbki człowiekiem na ziemi. Przy okazji jednak jestem i człowiekiem szczęśliwym, więc koleżanko której imienia nie pamiętam, to Ci się żart udał!

foto: Sis

buty/shoes: Bronx - Butyk.pl | shorts: Top Secret | top: H&M | lace top: SH | torba/bag: Stradivarius | okulary/glasses: C&A

Wyjątkowo chciałam dodać kilka słów o butach. To już kolejna para zamówiona z Butyku i kolejna, która zasługuje na miano ulubionych. Wszystkie dotychczasowe pary Bronxowe, nie dość, że były bardzo dobrze wykonane, tak trzymają się dobrze, nawet przy moim niezdarnym chodzie. No i co tu dużo mówić, zawsze marzyłam o butach czarownicy :)

 

sobota, 21 sierpnia 2010

Lubię fotografować, mazać farbami, pleść włosy, robić coś z niczego, ale śpiew z całą pewnością to nie moja bajka. Ostatnio jednak coraz częściej fałszuję sobie pod nosem i sprawia mi to wyjątkowo dużo frajdy. Szczególnie tytułowy kawałek Temple of The Dog gilgocze mi policzki od środka i zmusza do wypuszczaniu liryki z ust. I niech będzie, niech sierściuchy mi wtórują, niech stanie się kocia muzyka! Aż i domownicy zanucą fragment:

Please, mother mercy
Take me from this place

:-)

foto: Sis

buty/shoes: New Look/SH | spodnie/pants: Zara | bluzka/blouse: SH

czwartek, 19 sierpnia 2010

Szeroko rozpościeram palce, żeby wpuścić jak najwięcej promieni do swojej twarzy. Pozornie zakrywam je dłonią tylko po to, by i ona mogła się ogrzać. Wieczory nagle stały się chłodniejsze, a ja uparcie wciąż zapominam brać bluzę czy kurtkę, dopiero powoli do mnie zaczyna docierać, że ukochana jesień już niedługo. Zapominam. Zapominam o zmartwieniach, gotującej się wodzie, zapomniałam nawet o swoich imieninach, ale co mi po nich, jak nawet nie obchodzę. Na co dzień mam o wiele więcej okazji do świętowania, dziś chociażby mały sukces, zakończone poszukiwania i uśmiechnięta bliska sercu twarz. Łapię chwile.

foto: Sis

buty/shoes: Bronx | sukienka/dress: SH | kurtka/jacket: Top Secret | szalik/scarf: SH | okulary/glasses: C&A

środa, 18 sierpnia 2010

Jestem skrępowana bezinteresowną dobrocią. Gdy dostaję maile przepełnione słowami pełnymi podziękowań, dobroci, uśmiechu i prostej szczerości, po ich przeczytaniu siedzę ze wzrokiem tępo wlepionym w monitor i mruczę pod nosem "i co ja mam teraz odpisać?". Jakich słów użyć, żeby nie zabrzmiało to głupio, żeby było na miarę tamtych słow od bliskich obcych osób? Często piszę proste "dziękuję" licząc, że autor uskrzydlającego maila zrozumie moje wzruszenie. Czasami nawet odpisuję dopiero po dłuższym czasie, bo zatracona w dumaniu, czym sobie zasłużyłam na takie wyróżnienie, zapominam o tym, że przecież nadawaca wirtualnego listu nie widział mojej twarzy, gdy czytałam maila, nie wie co czułam, bo nie ujęłam tego w słowa.

Mimo że maili tego rodzaju dostałam już naprawdę sporo, każdy kolejny jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem i badam każde słowo, jakby przybyło z innego świata. Słowo pisane ma ogromną moc, ale gdy ostatnio usłyszałam kilka rozbrajających zdań w cztery oczy, gdy poczułam moc uścisku wolnego od formalności, gdy uśmiech i wdzięczne oczy przeszyły moją duszę w każdy możliwy sposób, zdołałam tylko zatrząść brodą i z łzami w oczach odwzajemnić uścisk.  

Obcy ludzie potrafią być dla siebie bliscy w sposób niemożliwy do opisania. W ostatnią noc w pewnej wsi pod Warszawą poczułam tę moc po raz kolejny i za to serdecznie dziękuję czterem siostrzanym wróżkom: Oli, Ali, Adzie i Ani. Każdej innej, każdej wyjątkowej.

środa, 11 sierpnia 2010

Szukając sobie zajęcia w nieprzyjemnie gorącym autobusie, zaczęłam przeglądać zawartość komórki. Odnalazłam uchwyconą myśl z innej podróży:

Jeśli jesteś w stanie sobie coś wyobrazić, to tylko kwestia czasu, aż ktoś wymyśli jak to zrobić.

Nie wiem, o czym wtedy myślałam, gdy słowa poskładały się w powyższe zdanie, ale moja głowa była zapewne pochłonięta planami i marzeniami. Ostatnio marzę mniej. Nie stało się nic złego, chyba wręcz przeciwnie. Dużo spokoju i żmudnej realizacji postanowień składa się na uczucie satysfakcji. Zaczynają cieszyć rzeczy coraz mniejsze, coraz mniej rzeczy radość odbiera. Jest czas. Mam czas na spokojne ugotowanie obiadu, mam czas na to, by rowerem przedzierać się przez zarośnięte polne ścieżki, bawić się farbami i mieć zwariowane sny. Rety, jak ja uwielbiam śnić.

foto: Sis

buty/heels: CCC | sukienka/dress: H&M | pierścionek/ring: Orsay

niedziela, 08 sierpnia 2010

W mojej rodzinie po wieloletniej przerwie pokoleniowej, dopiero zaczyna się czas ślubów. Mimo że ostatnio bywałam na różnych weselach od gór po morze, nie miałam okazji być na nich jako gość. Za najpiękniejszą i najlepiej ubraną kobietą tego dnia uważam moją mamę, a za najbardziej poruszający moment, taniec moich rodziców. Jak tato sprawnie wyliczył, po raz pierwszy od 19lat jest na weselu tylko jako gość. Kto śledzi tego bloga nieco dłużej, ten wie, że mój tato jest najlepszym na świecie prezenterem muzycznym i podobnie jak ja, na weselach zazwyczaj jest w pracy. Królowali na parkiecie. Przypomniały mi się stare fotografie z czasów jak rodzice tańczyli towarzyski i z wyjątkowym wzruszeniem widziałam jak uśmiechają się i bawią muzyką. Tego wieczoru i oni jakby oderwali się od codzienności, a mnie porwali ze sobą.

Terminator 5 - The wedding madafaker. Hasta la vista, baby.

Moje ulubione zdjęcie ukazujące walkę o welon.

Najmłodsza aifowa :-)

Cudoooownych rooodziiiców maaaam! :-)

środa, 04 sierpnia 2010

Zdjęcia mają to do siebie, że utrwalają moment. Trudno wyłapać ten najcenniejszy, a z drugiej strony można zamaskować tysiące innych. Tak jak na poniższych nie widać zmęczenia, a uwierzcie mi, że zmęczona jestem. Przez ostatnie dni chodziłam z opuchniętą od łez twarzą, a w sumie to w ogóle ledwo chodziłam. Ból opanowywał ciało i przesuwał granice mojej wytrzymałości. Stopniowo opanowywał również psychikę, na szczęście w końcu odpowiednie leki i lekarz powstrzymali tę falę. Tak jak nie mam zwyczaju się użalać, tak tym razem piszę. Ku przestrodze. Nie igrajcie ze zdrowiem, jeśli czujecie, że coś jest nie tak. Przeciąganie wizyty u lekarza, a już tym bardziej posiadanie okrojonego prywatnego ubezpieczenia, nie jest najlepszym pomysłem. Czasem warto uczyć się na cudzych błędach. Dziś lekcję sponsoruje aife.

Czy Wy też, jak umieracie z bólu, żałujecie, że nie docenialiście każdej jednej chwili, gdy Was nie bolało?

foto: Villk

tenisówki/shoes: Tesco | spódnica/skirt: Asos /SH | bluzka/blouse: SH | beret, pasek/hat, belt: SH | pierścionek/ring: Orsay