WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE NA TEJ STRONIE(OPROCZ PODPISANYCH INNYM ZRODLEM) SĄ WŁASNOŚCIĄ AUTORA. KOPIOWANIE, PRZETWARZANIE, UŻYTEK BEZ ZGODY AUTORA, ZABRONIONY.





bloglovin



wtorek, 27 lipca 2010

Zadomowienie już prawie ukończone. Dziś poznałyśmy urocze babcie z sąsiedniego osiedla, które podeszły do nas wielce zadowolone, ponieważ "bardzo rzadko można spotkać tu tak ładnie ubrane panny". Przy okazji dostałyśmy zaproszenie, żeby porobić zdjęcia w ogrodzie u jednej z pań i całkiem możliwe, że któregoś dnia z niego skorzystamy. Odwiedziłyśmy za to inny ogród, ogród moich rodziców, który w ciągu popołudnia zamienił się w plan zdjęciowy i wcale nie fotografowałyśmy ludzi. Przy okazji odkurzyłam moją komunijną damkę i zamierzam od jutra przemierzać świat rowerem, a jak!

foto: Villk

sukienka/dress: L<3U /SH | buty/shoes: CCC | kapelusz/hat: SH | pierścionek/ring: Wallis

piątek, 23 lipca 2010

Słońce oddaliło się za chmury i pozwala spokojniej egzystować. Spacerowałam dziś z Sis po naszych nowych okolicach i choć mi są one dobrze znane, czułam jakbym poznawała je od nowa. Tak krótko i szczerze, jest cudownie. Od kilku dni chodzę z łapami umorusanymi farbą, psiocząc jedynie na fakt, że klej i lakier ciężko z nich schodzi. Pierwsze twory już prawie gotowe stoją na półkach i kolorują mój pokój. Mamy też balkon, którego przestrzeń zagospodarowałyśmy w parę godzin, nie zapominając o mini ogródku. Doniczka i ziemia już czekają, by powstała własna mini hodowla szczypiorku czy innej przydatnej zieleniny. Tak jak zawsze chciałam. Życzę Wam niezwykle przyjemnego weekendu, ja zamierzam odpoczywać i robić... dokładnie to co robiłam przez ostatni tydzień. Cudownie mija czas.

foto: Sis

buty/shoes: Bronx | shorts: SH | sukienka jako bluzka/dress as top: New Look | pierścionek/ring: Orsay

 

środa, 21 lipca 2010

Mój pierwszy w życiu prawdziwy festiwal porwał mnie do innego świata. Może i nawet dosłownie. Nie miałam okazji być na Openerze czy Offie, ale z całą pewnością mogę polecić Wam Melt! Festival, który odbywa się w Ferropolis w Niemczech. Prawdę mówiąc z moich okolic mam tam bliżej niż nad nasze polskie morze, ale odległość akurat nie była tu głównym powodem, dlaczego właśnie Melt. Co było dla mnie niesamowite, poza zjawiskowym miejscem, tysiącami pięknych (i fajnie ubranych) ludzi i oczywiście całej masy nowych doznań muzycznych, to to, że podczas trzech dni campingu i festiwalu nie byłam świadkiem ani jednego (!) przejawu agresji czy choćby niemiłego zachowania ludzi wobec siebie. Oczywiście po powrocie do Polski musiałam trafić na wyjątkowo nieprzyjemne sprzedawczyni na stacji benzynowej, które tylko zaakcentowały tamtejszą wspaniałą atmosferę. Nie obylo się bez przygód, typu mini pożar na campingu, ale nikomu się nic nie stało, a sami Niemcy ookazali się wyjątkowo sympatyczni i  pomocni. Swoją drogą przez 3 dni nie spotkałam ani jednego nieznanego mi Polaka, co również było dość specyficzne.

Muzycznie wróciłam spełniona. Największym, niesamowitym odkryciem byl perkusista Jónsiego - þorvaldur þorvaldsson, który po prostu zmiótł mnie z powierzchni ziemi melodią, którą wydobywał z garów. Co do zespołów to zdecydowanie najmilej wspominam Kings of Convience, bo chyba nikomu tak jak im nie udało się porwać ludzi przy użyciu dwóch akustyków. Darwin Deez za to, że zaraził świetnym humorem, dystansem do siebie, ale i przyjemnym brzmieniem. Poza tym cieszę się bardzo, że mogłam usłyszeć i zobaczyć z bliska Black Mountain, Broken Bells. Nie obyło się jednak bez rozczarowań i nim było The XX, którzy po prostu nie dali rady. Moc wrażeń, a niby tylko trzy dni. Wróciłam jednak bez żalu, bo od wczoraj jestem w twórczym amoku, którego efekty poznacie zapewnie niedługo :-)

Okoliczna oranżeria

Trip Fontaine

Darwin Deez

Jezioro pomiędzy campingami i scenami, na których odbywały sie koncerty

Black Mountain (poniższe również)

 

 

czwartek, 08 lipca 2010

Zanim spakowałam plecak, zanim wsiadłam w pks, zanim zaczęłam piąć się w górę i przekraczać granicę, wiedziałam co mam zrobić, a raczej czego nie. Czeka mnie kolejna przeprowadzka, decyzja zapadła i wydaje się być teraz tak naturalna, że sama sobie się dziwię, jak wiele miejsc, ludzi i historii musiało stanąć na mojej drodze, żebym zrozumiała, że droga zatoczyła koło i zmierzam do startu. Czuję się niebiańsko lekka, uciekam nie tylko od codzienności, uciekam też od miejskiego pędu, przyspieszam marzenia odkładane na późną przyszłość.

Ostatnio bywam w takich miejscach...

Podczas tej drugiej wędrówki, razem z Villkiem doszłyśmy do smakowitych wniosków i już niedługo BF stanie na początku nowej ścieżki. Rozwniemy naszą działalnośc w dość nietypowy sposób, najlepsze że same myślenie o niej daje nam ogromną dawkę energii, która pozwala zdobywać szczyty. Ściskam słonia z podniesioną trąbą, ale i wypatruję czarnych kotów, by pomnożyć szczęście razy sto, by zatrzymać ten ogień, który przychodzi z nowymi wyzwaniami.

Na pewno się uda.

czwartek, 01 lipca 2010

Może nie urodziłam się na pustyni, ale przez kilka suchych lądów mojej egzystencji przeszłam gołą stopą. Oazy, za którymi rzucałam się biegiem pozostawiając wszystko za sobą, okazywały się fatamorganą, a nawet jeśli były prawdziwe, robiłam z nich iluzję. Niczym włóczykij chodzę z małym tobołkiem, pełnym wielkich uczuć, popadając w skrajności. Na szczęście nie ma w nim już naiwności, może tylko niewyczerpaną nadzieję w zjawiska pozornie nierealne.

And I've traveled over
Dry earth and floods
Hell and high water
To bring you my love

foto: Sis

spódnica/skirt: SH | spódnica jako bluzka/skirt as top: New Yorker | buty/heels: Deichman