WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE NA TEJ STRONIE(OPROCZ PODPISANYCH INNYM ZRODLEM) SĄ WŁASNOŚCIĄ AUTORA. KOPIOWANIE, PRZETWARZANIE, UŻYTEK BEZ ZGODY AUTORA, ZABRONIONY.





bloglovin



poniedziałek, 29 listopada 2010

Przyjęłam nową strategię. Postanowiłam, że drobne sprawy, które wiecznie odkładam na później, będę realizować od razu. Straszny banał, ale niesamowite, jakie są efekty. Na przykład, zamiast wciąż myśleć o tym, że mam gdzieś zadzwonić (mam telefonofobię, z której powoli wychodzę), sięgam po telefon i załatwiam to od razu. Oszczędzam mnóstwo czasu, który normalnie poświęciłabym na to, żeby się zamartwiać, że czegoś nie zrobiłam. Jest też czas na inne, znacznie przyjemniejsze zajęcia, a głowa wolna jest od "muszę...". Okazuje się, że pokonanie kilkudniowych zmartwień na raz, zajęło mi 5min. Nie z wszystkimi sprawami idzie tak gładko, ale i tak zyskuję o wiele więcej niż traciłam wcześniej. To taka porada z cyklu, każdy to wie, ale nie zdaje sobie sprawy jakie to fajne, póki w końcu tego nie zrobi.

foto: Jimmy

sobota, 27 listopada 2010

Dziecięca euforia i zachwyt - chyba tak mogę opisać wrażenia po obudzeniu się pierwszy raz w tym roku w krainie śniegu. W nocy zasypało nas na całego i nadal pada. To taki dzień, gdy chmury schodzą na ziemię i dają się przez pierwszych kilka chwil ugniatać stopami. Słychać jak skrzypią i dopiero teraz zimno nabiera sensu. Jest pięknie.

płaszcz: Asos

foto: Jimmy

niedziela, 21 listopada 2010

"Wszystkie jesteśmy przepełnione tęsknotą za dzikością. Nie ma na nią żadnego kulturowego antidotum. Nauczono nas wstydzić się takich pragnień. Zapuszczałyśmy długie włosy, by zasłonić nimi swoje uczucia. Ale cień Dzikiej Kobiety wciąż za nami podąża, dniem i nocą. Nieważne, gdzie jesteśmy, ten cień ma nieodmiennie cztery łapy." - Clarissa Pinkola Estes

Po raz kolejny wracam do Biegnącej z wilkami. Pomaga mi poukładać mój wewnętrzny bałagan i wskazać właściwą drogę.

foto: Jimmy

czwartek, 18 listopada 2010

Położyłam się spać, by po półgodzinnym kotłowaniu się w pościeli, poddać się i wrócić do komputera. Nie mogę zasnąć przez natłok obrazów, pomysłów i planów. Szkice zaczynają przysłaniać moją przestrzeń biurkową, nadpobudliwy organizm zaczyna buntować się przez zastój działania. Z dnia na dzień coraz więcej wszystkiego. Gdy wróciłam w nocy przed monitor i przelałam kilka pomysłów, choć na chwilę poczułam ulgę, choć do piątej nadal nie mogłam zasnąć rozrysowując szkic marzenia. Parę godzin snu nie zmęczyło, wręcz ukoiło. Jakoś mi lepiej dziś, dużo lepiej. Zamierzam stworzyć coś swojego, od podstaw, od początku, choć nie z niczego. Odkurzam pomysły odkładane na później i teraz nabierają jeszcze większego sensu. Powoli lepię coś, co będzie moje, ale dla wielu. Ale powoli...

As the earth to the sun
Now the air I tasted and breathed
Has taken a turn

środa, 17 listopada 2010

Strasznie cicho zrobiło się w mieszkaniu po wyjechaniu Villka. Do godziny 17 od ścian odbija się muzyka, by zabić ciszę, która próbuje zranić mnie. Monologi w mojej głowie są niezdrowe, gdy nie mogę wyrzucić ich ustami. Absurdalność teorii przestaje być absurdalna, gdy tłoczy się w środku. Zaczynam nadawać jej chory sens i wszystko plapla się w swojej paranoi. Dziwny czas wypełnia moją teraźniejszość. Zajmuję myśli planowaniem i projektowaniem, niczym palcem na zaparowanej szybie. Dłonie też zajmuję. Ostatnio zostałam poproszona o wprowadzenie w decoupage. Po raz pierwszy od jej wyjazdu sięgnęłam po pędzel i dobrze mi to zrobiło. Tak jak odwiedziny Madzi i Sajmona, którzy zawsze wypełniają pokój pozytywną energią.

(prezent urodzinowy dla Sary)

wtorek, 09 listopada 2010

Ostatni weekend spędziłam w Berlinie. Czekałam na te 3 dni z wielkim podekscytowaniem, ponieważ po okresie podróży z rodzicami, nie miałam zbyt wiele okazji, żeby poznać inne kultury. Berlin okazał się daleki od mojej idealnej wizji miejsca, w którym mogłabym mieszkać. Czułam wprawdzie dużą swobodę patrząc na indywidualności chodzące po ulicach, które nie wywoływały swoim strojem sensacji albo przez możliwość trzymania w dłoni butelki z piwem nie bojąc się, że przyczepi się do mnie Polizei. Brakowało mi jednak poczucia bezpieczeństwa, ludzie wydali mi się smutni, jakby tłumili w sobie mnóstwo żalu i agresji. Oczywiście jest to mocne uogólnienie. Bardzo dużym pozytywnym promykiem byli chociażby znajomi, którzy nas ugościli. Bawiłam się zarówno w ich jak i w towarzystwie znajomych, z którymi przyjechałam, wyśmienicie. Zorganizowali wąsate przyjęcie urodzinowe (tak się złożyło, że było aż 5 osób, którzy mieli urodziny w niedalekich terminach), zabrali nas na zwiedzanie miast, kręgle i na pchli targ, którego byłam najbardziej ciekawa. Ten wyjazd oderwał mnie od codzienności, mimo zmęczonego ciała, umysł odpoczął i nabrał dystansu. Tuż po powrocie dostałam cynk, że w marcu odbędzie się tam koncert Darwin Deez, więc jest duża szansa, że Berlin będzie miał kolejną okazję by zdobyć moją sympatię.

wtorek, 02 listopada 2010

Dużo pięknych i oryginalnych rzeczy stworzonych własnoręcznie przez utalentowanych artystów. Tak dużo słodyczy w jednym zdaniu, że może przyprawiać o mdłości, ale co ja poradzę, że taka prawda. Nadmiar kolorów może również przyprawić o zawrót głowy, więc ostrzegam, że ta notka stwarza zagrożenie dla Waszegro zdrowia. Jeśli jednak pokonacie powyże przeszkody, możliwe, że efekt końcowy, zapowiadanej już wcześniej sesji dla Pakamery, sprawi i Wam dużo przyjemności.

Poniżej kilka wybranych moich prac do lookbooka dla portalu hendmejdowego Pakamera.pl

Całość do oebjrzenia pod tym adresem.