WSZYSTKIE ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE NA TEJ STRONIE(OPROCZ PODPISANYCH INNYM ZRODLEM) SĄ WŁASNOŚCIĄ AUTORA. KOPIOWANIE, PRZETWARZANIE, UŻYTEK BEZ ZGODY AUTORA, ZABRONIONY.





bloglovin



środa, 29 grudnia 2010

Zmęczona technicznymi i praktycznymi sprawami, potrzebowałam zmiany. O mały włos do przeprowadzki nie doszłoby już rok temu, jednak wtedy stchórzyłam. Spędziliśmy tu razem kupę czasu i na pewno będę kiedyś z sentymentem wracać w archiwa tego bloga, jednak dziś jego czas się dla mnie kończy. Nie kończę jednak z aifowym. Zmienia się tylko adres

zapraszam Was tutaj / new blog adress: www.aifowy.blogspot.com

Widzimy się po drugiej stronie lustra :-)

piątek, 24 grudnia 2010

Życzę Wam, żebyście potrafili ponownie odnaleźć w swojej rzeczywistości choć część radości, spokoju i podekscytowania z dziecięcego wyobrażenia świąt. Z dumą oznajmiam, że po latach przerwy, powoli mi się to udaje i nie mogłam sobie sprawić lepszego prezentu z tej okazji. Trzymam kciuki za Was i życzę również, by magia tego dnia nie wiązała się tylko z tradycją czy religią, ale przede wszystkim z rodzinnym ciepłem i choć chwilową amnezją dla problemów, z którymi borykacie się na co dzień.

A ja tymczasem kończę przygotowania i uciekam do rodziców.

(pierwszy raz piekłam pierniczki, większość jadalna ;))

(kutia to też mój świąteczny debiut)

Wesołych Świąt!

środa, 22 grudnia 2010

Liczba dziedzin, które mnie ciekawią, dla których spalam się - często niestety i słomianym - ogniem, przekracza limit zdrowego rozsądku. Głównie moje fascynacje ukierunkowane są na sztukę. Próbowałam poznawać ją od różnych stron, ostatnimi czasy spróbowałam tej chyba najbliższej każdemu człowiekowi - kulinarnej. Od zawsze lubiłam jeść, jako dziecko nie miałam z tym problemów, a wręcz przeciwnie. Wywodzę się domu z bardzo dobrą, ale klasyczną kuchnią, poszerzanie palety smaków zaczęłam tak naprawdę niedawno. Jako całkowity laik, wyszukiwałam przepisy z serii "tego nie da się schrzanić" i metodą prób i błędów powoli zataczałam coraz większe koło rozmaitych potraw. Dużą inspiracją była dla mnie Ula, która jest miłośniczką podróży geograficznych i kulinarnych.

Jestem zdecydowaną fanką warzyw. Niby tak oczywiste, a tyle nieodkrytych połączeń. Ostatnio na talerzu wylądowały po raz pierwszy rukola czy cieciorka, a obecnie poluję na karczochy. Latem potrafiłam żyć niemal na samych pomidorach, fasolce czy bobie i był to wyjątkowo smaczny czas. Warzywa są o tyle wygodne, że bardzo szybko można stworzyć z nich smakowite i zdrowe danie, a dla mojego lenistwa jest to wyjątkowo dobre rozwiązanie. Zrobiłam mały przewodnik kulinarny po moim dzisiejszym dniu. Oczywiście nie na co dzień chce mi się przyrządzać każdy posiłek, ale być może - tak jak mnie zainspirował foodmess - zmotywuje Was ta notka, by przyrządzić coś nowego :)

Śniadanie: sałata lodowa z oliwą z oliwek i oregano, łosoś, ogórek, pomidorki koktajlowe ze szczypiorkiem i bazylią. (Zapewniam, że takie śniadanie jest o wiele bardziej sycące niż tradycyjne kanapki)

Drugie śniadanie: sałatka mix wszystkiego :) (ogórek, pomidorki koktajlowe, sałata lodowa, pestki dyni, rukola, oliwa z oliwek, bazylia, oregano, miód, koperek)

Przez kilkugodzinną bieganinę po mieście zdążyłam potwornie zgłodnieć, a obiad robię dość późno, zrobiłam sobie więc małą przekąskę - mozzarella, pomidory, bazylia i rukola.

obiado-kolacja: Makaron cannelloni nadziewany mięsem mielonym z cebulą i czosnkiem, dodatkowo ser i sos pomidorowy z jogurtem naturalnym.

Co do składnika X to nie będę odkrywcza. Największą przyjemność i najlepsze efekty wychodzą, gdy gotujemy z sercem. Aaa i przy dobrej muzyce :-)

środa, 15 grudnia 2010

Dziś, po raz pierwszy od kilku dni, przebiło się słońce. Wszystko stało się prostsze, złoto-rude. Naładowałam baterie. Wchłaniam promienie każdą cząstką mnie i chowam w skrytce pod piegami, na później. Chciałabym, żeby zimą dni były dłuższe, chyba tylko tego mi w niej brakuje. Zimno mi już nie straszne. Kupiłam miękki koc, którym opatulam się szczelnie, z kubkiem herbaty z miodem i cytryną, odrabiając zaległości w kinematografii. A teraz, gdy słońce schowało się już za górami, zaczynam swoją tęsknotę.

foto: Jimmy

piątek, 10 grudnia 2010

Zaczynam nową podróż. Póki co nie mogę sobie pozwolić na te fizyczne, krajoznawcze, więc postanowiłam spróbować nieco inaczej. O LD (Lucid Dream), czyli świadomym śnieniu dowiedziałam się już dłuższy czas temu. Parę razy udało mi się nawet zorientować, że śnię, jednak brak jakiejkolwiek wiedzy o podróżach świadomości w podświadomości, sprawiał, że euforia szybko przywracała mnie do rzeczywistości. Tym razem dużo czytam, edukuję się wchłaniając techniki i terminologię, a każdego wieczoru zaczynam mozolny trening silnej woli. Dziennik snów to podstawa, póki co udaje mi się zapamiętać przynajmniej jeden sen każdej nocy, jednak nie zaczęłam ich jeszcze spisywać. Może z obawy, że ktoś odkryje jak dziwne wizje kreuje moja podświadomość, a może po prostu... z lenistwa :-)

zegarki: Swatch New Gent

poniedziałek, 06 grudnia 2010

Otwarcie sezonu w Pecu. Mało ludzi, przyzwoite warunki, piękne widoki, dziś porządne zakwasy, a z tego wszystkiego ogrom radości.

I własnie dlatego, zima jest fajna.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Przyjęłam nową strategię. Postanowiłam, że drobne sprawy, które wiecznie odkładam na później, będę realizować od razu. Straszny banał, ale niesamowite, jakie są efekty. Na przykład, zamiast wciąż myśleć o tym, że mam gdzieś zadzwonić (mam telefonofobię, z której powoli wychodzę), sięgam po telefon i załatwiam to od razu. Oszczędzam mnóstwo czasu, który normalnie poświęciłabym na to, żeby się zamartwiać, że czegoś nie zrobiłam. Jest też czas na inne, znacznie przyjemniejsze zajęcia, a głowa wolna jest od "muszę...". Okazuje się, że pokonanie kilkudniowych zmartwień na raz, zajęło mi 5min. Nie z wszystkimi sprawami idzie tak gładko, ale i tak zyskuję o wiele więcej niż traciłam wcześniej. To taka porada z cyklu, każdy to wie, ale nie zdaje sobie sprawy jakie to fajne, póki w końcu tego nie zrobi.

foto: Jimmy

sobota, 27 listopada 2010

Dziecięca euforia i zachwyt - chyba tak mogę opisać wrażenia po obudzeniu się pierwszy raz w tym roku w krainie śniegu. W nocy zasypało nas na całego i nadal pada. To taki dzień, gdy chmury schodzą na ziemię i dają się przez pierwszych kilka chwil ugniatać stopami. Słychać jak skrzypią i dopiero teraz zimno nabiera sensu. Jest pięknie.

płaszcz: Asos

foto: Jimmy

niedziela, 21 listopada 2010

"Wszystkie jesteśmy przepełnione tęsknotą za dzikością. Nie ma na nią żadnego kulturowego antidotum. Nauczono nas wstydzić się takich pragnień. Zapuszczałyśmy długie włosy, by zasłonić nimi swoje uczucia. Ale cień Dzikiej Kobiety wciąż za nami podąża, dniem i nocą. Nieważne, gdzie jesteśmy, ten cień ma nieodmiennie cztery łapy." - Clarissa Pinkola Estes

Po raz kolejny wracam do Biegnącej z wilkami. Pomaga mi poukładać mój wewnętrzny bałagan i wskazać właściwą drogę.

foto: Jimmy

czwartek, 18 listopada 2010

Położyłam się spać, by po półgodzinnym kotłowaniu się w pościeli, poddać się i wrócić do komputera. Nie mogę zasnąć przez natłok obrazów, pomysłów i planów. Szkice zaczynają przysłaniać moją przestrzeń biurkową, nadpobudliwy organizm zaczyna buntować się przez zastój działania. Z dnia na dzień coraz więcej wszystkiego. Gdy wróciłam w nocy przed monitor i przelałam kilka pomysłów, choć na chwilę poczułam ulgę, choć do piątej nadal nie mogłam zasnąć rozrysowując szkic marzenia. Parę godzin snu nie zmęczyło, wręcz ukoiło. Jakoś mi lepiej dziś, dużo lepiej. Zamierzam stworzyć coś swojego, od podstaw, od początku, choć nie z niczego. Odkurzam pomysły odkładane na później i teraz nabierają jeszcze większego sensu. Powoli lepię coś, co będzie moje, ale dla wielu. Ale powoli...

As the earth to the sun
Now the air I tasted and breathed
Has taken a turn

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26